Miasteczkowy vibe…

Ottawa, IL. Takie niewielkie, urocze miasteczko. Zaledwie 1.5 godz. drogi od Chicago. Można tam odpocząć, bo życie toczy się w Ottawie bez pośpiechu. Mieszka tam niecałe 19 tys. ludzi. Mają malutkie downtown, ale z klimatem – zadbane domki z historią w tle, trochę różnych sklepików, kawiarenki, piekarnie. Do centrum wjeżdża się po wielkim moście przekraczając Illinois River. Turystycznie miejsce bardzo atrakcyjne. Zresztą w pobliżu poza Getaway znajduje się też Park Narodowy Starved Rock, który słynie m.in. z obfotografowanego przez wszystkich wodospadu (i obleganego przez turystów) i miliona drewnianych schodów, które trzeba pokonać, by do wodospadu podejść… Ale okolica jest ciekawa, bo nie jest aż tak bardzo płasko, jak to zwykle na prerii w Illinois. Zaczynają się różne pagórki i wzniesienia!

To miasteczko jest blisko miejsca zwanego Getaway, gdzie już dwa razy zdarzyło się nam zaszyć na kilka dni w kabinie w lesie i odpocząć od wszelkich dźwięków – poza tymi wydawanymi przez przyrodę. Pierwszy raz odwiedzilismy Ottawę w listopadzie. Było zimno, ale słonecznie. Teraz w połowie września i było nadal letnio-upalnie. Fajnie tak sobie pochodzić, usiąść, wypić kawę… Podobało nam się za pierwszym razem, kiedy tam wpadliśmy do piekarni, którą znaleźliśmy online. Podobało nam się i teraz, i już trochę wiecej udało nam się pochodzić po okolicy.

Ale zawsze mnie interesuje co ci ludzie tam robią na co dzień. Z czego żyją? Jak im to życie płynie? Jest jakieś centrum handlowe na obrzeżach, są restauracje, też popularne fast-foods (przyznam się – odwiedziliśmy Walmarta, żeby kupić materac dla Bernisia, żeby nie leżał na kamienistym podłożu wokół naszej kabiny, no i Culver’s po lody). Jest kino. Teatru nie zauważyłam. No i te sklepiki większe, mniejsze i restauracje w downtown. Rzeka Illinois też chyba przyczynia się do utrzymania tego miasta i okolicy. Wyczytałam, że łaczy Jezioro Michigan z Rzeką Mississippi.

Nad tą rzeką zresztą też widzielismy niezłe domki. Nie są to może wille na miare jakiegoś mega lusksusu (choć może ja się nie znam), ale nieźle to wygląda:

Miasto słynie z historii. To tam w 1858 roku odbyła się pierwsza debata prezydencka pomiędzy Abrahamem Lincoln’em, a Stephenem Douglas’em (pierwsza z siedmiu, które w sumie razem odbyli) i dla upamiętnienia w parku stoją ich rzeźby zdobiące fontannę, a dokładnie po drugiej stronie ulicy można zobaczyć poświęcony temu wydarzeniu mega mural.
Jest jeszcze kilka faktów, ale nie będę tu przepisywać Wikipedi!

Ale jak tam sobie tak przez chwilę siedziałam, to pomyślałam, że mogłabym w takim miasteczku mieszkać. Nie, żebym miała takie marzenia, bo ja kocham mieszkać w Chicago i uważam to miasto za mega fajne do mieszkania. Ale w sumie różnie się trafia, nie? Akurat mam szczęście, że trafiłam do Chicago i udało mi się tutaj zostać… Ale gdybym się urodziła w takiej Ottawie, i to nie w tym ładnym downtown, ale w domu jednym z wielu, które widzieliśmy jadąc na spacer nad rzekę. Takie na uboczu, poza downtown. Niektóre bardzo zaniedbane, niektóre skromne, niektóre okazałe – jak to w życiu miasta bywa.

No ale gdyby się urodzić w takiej Ottawie, i co wtedy? …

Zdjęcia: Ewa Malcher/ewamalcher.com
© Ewa Malcher, 2024. All Rights Reserved
#teampixel #teamnikon

Leave a comment