Wieczór z Wimem Wendersem

Wydaje mi się, że to był 1995 rok, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam “Niebo nad Berlinem” Wima Wendersa (Der Himmel uber Berlin; Wings of Desire). Telewizja Polska nadawała wtedy cykl “100 filmów na 100-lecie kina“. Nagrywało się je na kasety VHS. “Niebo” zostało nagrane i zobaczone. I zakochałam się w kinie Wima Wendersa. Jaki ten film był wtedy INNY! On już miał kilka lat, bo … Continue reading Wieczór z Wimem Wendersem

Sztuka i  śmierć. Bardzo namacalna

Zbieram się i zbieram, żeby napisać o wystawie, którą widziałam w styczniu. I pozbierać się nie mogę. Ale może się uda. Wystawa nowi tytuł “Art AIDS America” i zostawiła we mnie ślad bardzo głeboko. Nadarzyła się okazja, by zobaczyć wystawę z kilku powodów. Pan P. robił zdjęcia, wstęp był za darmo – i to na tak dużą wystawę, która w dodatku miała problem, żeby trafić … Continue reading Sztuka i  śmierć. Bardzo namacalna

2016/2017

Tak się zaczął dziś mój nowy rok. Komfortowo, w piżamie w misie i frenchie, z kubkiem kawy (w ubranku a la frenchie – made by Jolek ;). Bez newsów, bez plotek, bez zaglądania “kto-gdzie-jak”… Tak sobie siedziałam. Dawno już się nie zdażyło. Nie trwało za długo. Ale wystarczyło. Za oknem Uptown w słońcu, co zawsze dobrze tej dzielnicy robi i nawet teraz wygląda mniej szaro-buro. … Continue reading 2016/2017

Święta z terakoty

  W Stanach Święta Bożego Narodzenia trwają jeden dzień – 25 grudnia. Żadnej Wigilii nikt tu nie świętuje, ani drugiego dnia. Tak tu jest, było i będzie. Polacy tylko obchodzą Wigilię. Zazwyczaj jest to dzień pracujący – z krótszymi godzinami, ale pracujący. I tak przeważnie mi się zdarzało. Ale w tym roku 24 grudnia wypadł w sobotę, 25 – w niedzielę, a 26 w poniedziałek. … Continue reading Święta z terakoty

Dzięki za…

Lubię Thanksgiving czyli Święto Dziękczynienia. Mimo, że to ponoć święto, które ustanowiono na pamiątkę niezbyt chlubnych poczynań białego człowieka na amerykańskiej ziemii. Dla mnie to bardziej jak polska wigilia. Tyle, że przy stole nad indykiem nie zasiada rodzina, bo wszyscy daleko. Ale zasiadają przyjaciele. Choć w tym roku trafił się i motyw rodzinny, bo akurat w Chicago jest córka mojego kuzyna :) Ale jak dotąd … Continue reading Dzięki za…

Rest in peace my friend…

Nie pamiętam od kiedy znam Billa. Był od zawsze. Ciężko przyzywczaić się, że już trzeba o nim myśleć w czasie przeszłym… Zawsze mówił szybko. Za szybko. Mówiłam mu, żeby zwalniał, bo nie nadążam ;) i zawsze pomógł. Bill był prawnikiem. Z sercem. I ciągle w pracy w jakichś dziwnych częściach świata. Może dlatego nigdy mu nie starczyło czasu na życie prywatne… Pamiętam jak odbieraliśmy go … Continue reading Rest in peace my friend…

Straszą zimą…

Nadrabiania zaległości ciąg dalszy. Zacznę od jesieni – bo jak na razie jest (odpukać!) idealna. Złota, ciepła i słoneczna. Weekend Cubs’ów, który właśnie minął, był na tyle ciepły, że można było swobodnie biegać w krótkim rękawku. A to pierwsze dni listopada! W prognozach straszą syberyjską zimą. Już od jakiegoś czasu. A czym ładniejsza i cieplejsza ta jesień, tym bardziej straszą… Na razie mam nadzieje, że … Continue reading Straszą zimą…

Go Cubs Go!

Przyznam się, że fanem baseballa nie jestem i aż do teraz nigdy nie udało mi się zobaczyć całego meczu, bo po prostu zasypiam ;) Gra toczy się zawsze długo i przeważnie ogranicza do próby odbicia piłki kijem, albo raczej do takiego rzutu, żeby przeciwnik tej piłki nie odbił. Czyli do rzucania ;) Nie bywam też na Wrigley Field (dom Chicago Cubs), chociaż mieszkam w sąsiedztwie. … Continue reading Go Cubs Go!

Fall is coming…

Mimozami… jesień się zaczyna… Nie, to jeszcze nie jesień. Jeszcze lato, końcówka. Ale nie będę po nim płakać. Czekam z utęsknieniem na jesień, kiedy zniknie wilgoć, będę mogła oddychać, a nóżki nie będą jak balony. A to oznacza, że będzie można wziąć aparat i chodzić i chodzić! A propos chodzenia. Nie pamiętam kiedy trafiłam na info i tym parku – Ping Tom Memorial Park. Pewnie … Continue reading Fall is coming…

Somewhere over the rainbow…

Gdzieś ponad tęczą… Pamiętacie “Czarnoksiężnika ze Szmaragdowego Grodu”? U mnie w domu od zawsze była ta książka: Najstraszniejsza, jaką przeczytałam w dzieciństwie. Swoją drogą – kto teraz tak ilustruje książki…. toż to arcydzieło! :) ale wtedy mnie przerażało. Doczytałam jednak do końca. A potem, dopiero bardzo potem zobaczyłam film z Judy Garland “The Wizard of Oz”. Ta książka i ten film są jednym z wielu … Continue reading Somewhere over the rainbow…