Środa przed czwartkiem, w który wypada Thanksgiving, czyli Święto Dziękczynienia. To święto, które przypomina mi Wigilię…
Taki dziwny dzień. Są ludzie, którzy pracują w tym dniu i tacy, co mają wolne i tacy co nie mogą mieć wolnego. Ja miałam wolne. A miasto było spokojne. Tak dziwnie. Bo myślała, że będzie zabiegane. A tu wcale. W Costco w Lakeview, gdzie pojechaliśmy po pumpkin pie, prawie wcale nie było ludzi. W sumie nigdy nie byłam w Costco w środę przed Thanksgiving, to skąd mam wiedzieć, czy tam bywa w tym dniu pełno, czy nie… Teraz nie było.
W downtown też jakoś tak nietłoczno.


Takie miasto lubię. Kiedy zapada ten jesienno-zimowy zmierzch, robi się ciepło od świateł, choć dzień zimnawy, ale akurat tym razem nie za bardzo. W Red Line miejsca siedzące, pociąg sunie swoim tempem. W pedway pod Dalej Plaza pustawo. W drodze do City Hall minęła mnie jedna osoba. W City Hall pustawo. Ludzie rozchodzą się do domów. Piotrek też wyszedł. Poszliśmy sobie do Starbucksa po matcha latte. A póżniej do tego Costco. Ulicami, gdzie nie było korków. Takie powolne życie miasta w środę przed Thanksgiving.
Szkoda, że nie zrobiłam zdjęć w downtown. Ale jakoś tak cieszyłam się tym niezatłoczeniem…
Nic na to nie poradzę, że lubię to miasto w listopadzie. I w grudniu. I jesienią…
Zdjęcia: Ewa Malcher/ewamalcher.com
© Ewa Malcher, 2024. All Rights Reserved
#teampixel #teamnikon