Odkąd pamiętam wisi tam zawsze na 4 lipca. Święto Niepodległości USA. Na budynku Wrigley. Robi wrażenie swoim rozmachem. Podobno ma 50 x 100 stóp. Wierzę na słowo tym, co wieszają! Zasłania widok z kilkudziesięciu okien na kilka dni. Ale nikomu to nie przeszkadza.
Dziś doczytałam, że pierwszy raz powiesili ją tam w 2002 roku – rok po zamachu na WTC w Nowym Jorku.

Zawsze była dla mnie symbolem tego dnia – 4 lipca. Święto. Jechał człowiek nad rzekę i ona tam już wisiała.
Początek lata. Koncerty w Parku Milenijnym, ciepłe wieczory, odkrywanie nowych miejsc w mieście, odwiedzanie tych odkrytych. Spotkania z przyjaciółmi. Lato w mieście.
I niby nadal to samo, ten czas… Ale co się dzieje z tym światem. Nic nie rozumiem. Naprawdę ludzie tego chcą… Ciężko to pojąć.
Wojna w Ukrainie nada trwa. Faszyści, naziole, popieprzona skrajna prawica rosną w siłę. Żadnych wartości. Kasa i pochwała debilizmu i głupoty. Jestem idiotą stało się powdem do dumy. Bilionerzy zacierają rączki…
Coraz ciężej się żyje.
Ciężko to jakoś świętować.
Zdjęcia: Ewa Malcher/ewamalcher.com
© Ewa Malcher, 2025. All Rights Reserved
#teampixel #teamnikon



