Mike Royko zyskał swoją sławę jako dziennikarz w czasach, kiedy ludzie czytali gazety. Nie było mediów społecznościowych, nie było nawet internetu, a kablówka i nadawane przez 24 godziny wiadomości dopiero się rodziły. Ludzie czytali gazety! Codziennie!
Pamiętam ten czas. Choć mój czas to już były wiadomości 24/7. Pamiętam czytanie gazet! Nawet codziennie! I jak czekało się na te gazety! Piękny to był czas na swój sposób…

A wtedy całe rzesze mieszkańców Wietrznego Miasta kupowały pięć razy w tygodniu „Chicago Daily News” by przeczytać felieton Royko, który dla tej gazety pracował od 1959 roku, aż do jej zamknięcia w 1978 roku. Później dołączył do zespołu „Chicago Sun-Times”, gdzie pisał do 1984 roku – do czasu, kiedy gazetę przejął Rupert Murdoch, australijsko-amerykański potentat medialny. Po odejściu z Sun-Times’a Royko pisał dla „Chicago Tribune”. Zmarł w 1997 roku.
Czytelnicy lojalnie przechodzili z nim od jednego tytułu prasowego do następnego. Miał swoje oryginalne spojrzenie na lokalną politykę, na sprawy mieszkańców i miasta, a czasami nawet i humorystyczne podejście do tematów. Czytano go także poza Chicago. Nazwisko Royko znali wszyscy. Nawet, jeśli nie czytali go na bieżąco. To były czasy, kiedy nie czekano na nowe wpisy internetowych influencerów – czekano na nowe teksty chicagowskich felietonistów i reporterów!
Dlatego warto odwiedzić Newberry Library, gdzie do 28 września można zwiedzać niewielką, ale bardzo dobrze zorganizowaną wystawę „Chicago Style: Mike Royko and Windy City Journalism”.

Klimatu tej wystawy na próżno szukać w redakcjach współczesnych mediów! Już na wstępie powita nas miejsce pracy felietonisty – stół, a na nim legitymacje prasowe, rolodex czyli staroświecki obrotowy organizer, który służył do przechowywania kontaktów (ten na wystawie otwarty jest na kartce z numerem telefonu innej chicagowskiej legendy – Studs Terkela), popielniczka z paczką paierosów marki Carlton i notes z zapiskami. Obok stoi wieszak, a na nim płaszcz i nieodłączny atrybut Mike’a Royko – kapelusz. W tle słynna czarno-biała fotografia przedstawiająca Royko w jego biurze w „Chicago Daily News”, gdzie siedzi z nogami na biurku, obok stoi maszyna do pisania, w tle jeden z pierwszych modeli komputera, a dookoła stery papierów i gazet. Środowisko, w którym kiedyś powstawały najlepsze teksty, czytane z zapałem przez miliony.



Mike Royko jest też autorem kilku książek, w tym najbardziej znanej „Boss: Richard J. Daley of Chicago” – wciągającej od pierwszych stron biografii burmistrza Chicago, w której autor śledzi drogę swojego bohatera od czasów jego młodości na południu miasta po spektakularną karierę burmistrza i jednej z najbardziej wpływowych postaci w polityce Chicago. „Boss” jest oczywiście obecny na wystawie w Newberry. Możemy tam zobaczyć maszynopis powieści z wieloma ręcznie naniesionymi poprawkami.
Osobiście mam to najstarsze wydanie, gdzie na okładce Daley stoi w kostiumie cesarza rzymskiego… (do końca nie jestem pewna, bo się nie znam na ciuchach cesarzy rzymskich, ale tak mi się skojarzyło!)


Gdyby przyszło nam żyć w czasach, kiedy pisał Mike Royko, to spotkalibyśmy go w najpopularniejszej tawernie w Chicago – „Billy Goat”, albo na meczu baseballa – był fanem Cubsów. Sam uwielbiał grać w softoballa. W 1982 roku zorganizował też festiwal pieczenia żeberek „Mike Royko Ribfest”, na który stawiło się 400 chętnych, by konkurować z nim w kwestii najlepszych żeberek!








Mike Royko ma polskie korzenie! Urodził się 19 września 1932 roku w Chicago. Jego mama była Polką (Helena Zak), a ojciec – też Mike Royko – Ukraińcem. Royko Jr wraz z rodzicami wychowywał się na Milwaukee Ave. w mieszkaniu nad barem. Młody Royko bardzo szybko porzucił studia w Wright Junior College i zaciągnął się do U.S. Air Force (Sił Powietrznych USA). W 1972 roku Mike Royko zdobył nagrodę Pulitzera za komentarz jako felietonista „Daily News” (Pulitzer Prize for Commentary). Jego felietony ukazywały się codziennie, przez pięć dni w tygodniu. Kolejna legenda Wietrznego Miasta – autor, historyk, aktor, dziennikarz radiowy i prasowy Studs Terkel wyjaśniał tę niesamowitą produktywność i długowieczność Royko jednym zdaniem: „On jest opętany przez demona”.
W Newberry była też taka półeczka:

Ja nie mam wprawdzie półeczki:

„For the Love of Mike” to moja zdobycz z tegorocznego Printers Row Lit Fest! Nie zaszalałam w tym roku, bo jakoś tak nic się nie trafiło, a przede wszystkim przed oczami miałam zdanie: nie ma już miejsca na książki!

Właśnie podczas tegorocznego LitFest odbyło się spotkanie pod hasłem „Remembering Mike Royko”. Wzięli w nim udział jego żona Judy, Mitchell Bisschop – aktor, który aktualnie wciela się w postać Mike’a Royko w sztuce „Royko: The Toughest Man in Chicago” na deskach Chopin Theatre (wybieram się!) oraz Bill Savage – profesor z Northwestern University. Spotkanie prowadził Rick Kogan (Chicago Tribune i WGN Radio).

I tylko nie wiem, kto wymyślił, żeby w tym roku te spotkania odbywały się w takich małych namiotach! Na panel o Royko przybył tłum! Dosłownie! Przecież to tegoroczne lato w Chicago należało do Mike’a Royko! Który jak widać na zatłoczonych zdjęciach – wciąż jest tu bardzo popularny!




To przy okazji jeszcze trochę Printers Row Lit Fest. Uwielbiam ten festiwal. Wrzesień wydaje się idealnym misiącem, by świętować literaturę w Chicago!







Tylko szkoda, że gazety – te tradycyjne, tak powoli umierają. Sama już prawie nie kupuję papierowych wydań – większość czytam na kindle. Nie mogę sobie wyobrazić świata bez papierowych gazet, a z drugiej strony czytanie online to nie tylko wygoda, ale także dostęp! Tak mogę co tydzień zaglądać w „Tygodnik Powszechny”. Gdybym miała go kupować na papierze, co tydzień w Chicago, mieszkając z dala od polonijnych miejsc – to byłoby niemożliwe! Ale ten świat bez zapachu papierowej gazety wydaje się, że nadciąga szybciej niż myślimy…
Zdjęcia: Ewa Malcher/ewamalcher.com
© Ewa Malcher, 2024. All Rights Reserved
#teampixel #teamnikon