Najlepsza sala koncertowa na świecie. Za FREE

Najlepsza sala koncertowa na świecie. Za FREE
Lato zbliża się ku końcowi. Nie będzie mi go brakować. Znów nie mam w tym roku wakacji więc zmęczenie daje mi się podwójnie we znaki. Nie pomagają upały i prawie 100 proc. wilgotność. To lato jest koszmarne, podwójnie dla kogoś, kto zmaga się też z otyłością. Jak już dokulam się popołudniami do domu, to większość czasu przesypiam, próbując trochę wygrać ze zmęczeniem. Słabo mi to wychodzi.
Przez te warunki pogodowe udało się tylko kilka razy – na palcach jednej ręki można policzyć – posłuchać koncertów w ramach Grant Park Music Festival (GPMF).

Bardzo żałuję, ale lepsze kilka niż nic. A wieczory w Jay Pritzker Pavilion w Parku Milenijnym są po prostu najlepsze. Uwielbiam ten klimat. Tym bardziej, że w tym roku z Panem P. odkryliśmy parking o rzut beretem w sąsiedztwie parku, który jest w cenie podróży kolejką. Luksus jak na downtown – parkowanie w sąsiedztwie MP za $10 ;)

No więc te wieczory, w które się udało (koncerty odbywały się w środy oraz w piątki-soboty) zaczynały się od podróży:

20160819_181820

20160819_182059

Jeszcze ze słońcem, ale takim ciepło popołudniowym, bo po 6pm.

Po drodze szybko jeszcze jakaś mrożona kawa, trochę owoców w coolerku, zapas wody w butelkach i do parku. Przejście z parkingu zajmuje może z 5 minut. I już Jay Pritzker Pavilion.

20160819_194010

Koncerty zaczynały się o 6.30pm lub o 7.30pm więc jeszcze było jasno. Na trawniku full zestawy piknikowe już rozłożone. Nam się w tym roku z ogarnięciem pikniku znów nie udało, ale jest już jeden mały postęp – zakupiony wózek do przewozu gratów na trawnik ;) Zawsze coś.

I muzyka…

Kto miał okazję choć raz w Jay Pritzker Pavilion usiąść – obojętnie czy na krzesłkach, czy na trawie – i posłuchać tam muzyki to wie, że dźwięk tam jest piękny. Nagłośnienie jest perfekcyjne w każdym miejscu. Słychać dobrze i głośno. Większość koncertów odbywa się w tym miejscu za darmo – za FREE. W czasie GPMF siedzące miejsca (słynne czerwone krzesłka) te w pierwszych rzędach są zarezerwowane dla członków i tych, którzy wykupią miejscówki. Reszta – kto pierwszy – ten siedzi. Miejsca jest sporo. I zazwyczaj każdy znajdzie swoje.

Na trawniku odbywają się całe uczty piknikowe ze stolikami uginającymi się od jedzenia i butelek z winem. Od bodaj dwóch czy trzech lat w te koncertowe dni na terenie Parku Milenijnego sprzedawany jest alkohol – wino i piwo, ale tylko w otoczeniu Jay Pritzker. Pod “Fasolkę” już się tego nie wyniesie. Można też przynosić swoje napoje z procentami. W tym roku na wjazdach przy pawilonie ustawiały się też Food Trucki. Dla mnie w tym roku na picie wina w tym miejscu zdecydowanie za ciepło było i jeszcze jest. Ale mrożona czarna kawa – idealna :)

No i jak już człowiek się z tym wszystkim ogarnie, usiądzie, zacznie sobie podjadać, sączyć co tam ma w kubeczku czy puszcze, zacznie grać muzyka i powoli zapada zmierzch… I finalnie, na koniec wszystko wygląda tak:

20160819_212849

20160819_212857

20160819_212902

20160819_212908

I nie chce się stamtąd wychodzić.

Tak było w piątek, kiedy upał trochę sobie odpuścił i dało się nawet poczuć lekki chłodny wietrzyk…

Na zakończenie sezonu 2016 zaserwowano słuchaczom “The Damnation of Faust” (Potępienie Fausta) – czteroczęściowa kantatę dramatycznę z muzyką Hectora Berlioza. Prawie 4 godziny. Nie wiem kiedy minęły. I mimo pogody-niepogody, żal mi, że te wieczory z Grand Park Music Festival już się skończyły…

A potem powrót do domu:

Zdjęcia/Photos: ©ewamalcher.com | All Rights Reserved

Zombie team…. c’mon

Zombie team…. c’mon
Takie cudo mijam w drodze do pracy. jeśli właściciel zajmuje się łapaniem zombie, to chyba niewiele ma do roboty, bo przed 8 rano jeszcze śpi ;) Pojazd stoi sobie samotnie. Ale pomysł generalnie dobry!

Jak będę mieć trochę czasu na to, to zostawię tam kartkę z prosbą o kontakt. Może to całkiem ciekawa historia wyjdzie?

Zdjęcia/Photos: ©ewamalcher.com | All Rights Reserved

 

Schody, schody, schody…

Schody, schody, schody…
Od kilku tygodni słyszę od Tereski o schodach i schodach. Ale co to za schody? Z tym już było cięzko. Niby jakiś las, strome, do wchodzenia. Pokazała mi jedno zdjęcie zrobione gdzieś z tarasu widokowego, z którego schodów widać nie było.

Ale nadeszła niedziela i zobaczyłam schody. Wyglądają tak:

SAM_1760

To tak zwany Swallow Cliff w Palos Park, na południowy zachód od Chicago. Wzniesienie ma 100 stóp. Oprócz schodów są jeszcze ścieżki do maszerowania, jeżdżenia rowerami, polany przygotowane pod pikniki. Teren generalnie zielony i zachęcający do przebywania na nim. Nie polecam jednak przy 100F i wilgotności 90%. A byli tam dziś tacy, którzy po tych schodach wbiegali… Osobiście uważam, że ćwiczenie jakiekolwiek w tych warunkach, jakie mamy od kilku dni na zewnątrz (upał i wilgotność w granicach 100 – F i %), to raczej wyrządzanie szkody organizmowi niż jakijkolwiek pożytek dla zdrowia. Ale to moje zdanie.

Po tych schodach weszłam dzisiaj dwa razy. W dużym odstępie czasu. I tylko dlatego, żeby zrobić zdjęcia i zobaczyć. Nie udawałam, że jestem jakimś mistrzem sportowym, bo po pierwsze to widać, że nie jestem, a po drugie łatwo się nieźle urządzić w takich warunkach pogodowych.

Ale zobaczyłam. I nie powiem – fajne miejsce. Na pewno wrócę tam w trochę lżejsze temperatury. Poza tym jesienią będzie tam niezły plener do zdjęć!
No i….. muszę policzyć ile tych schodów jest! Bo dzisiaj tego nie zrobiłam.

A tu kilka ujęć z przejścia lasem.

Zdjęcia/Photos: ©ewamalcher.com | All Rights Reserved

from VIDEO to REALITY

from VIDEO to REALITY
Pamiętam, że to była koncówka bardzo męczącego weekendu. Plan na ten niedzielny wieczór był taki: zrzucam zdjęcia do komputera, wyłaczam go, zabieram kindla, idę się uwalić wygodnie i czytam, aż mi się nie zaśnie – co akurat miało nastąpić szybko, bo wieczór był w pełni. A u mnie wiadomo – głowa do poduszki i już śpię.

Ale jak zaczęłam zgrywać zdjęcia, to Mr. P. mi przysłał to wideo do zobaczenia:

Zobaczyłam, albo raczej oglądałam i wszystkie te widoczki dobrze znane, aż do 01:55. A co to jest?! Tego nie widziałam jeszcze na żywo w Chicago!
screen

No i po spaniu. Bo nie zasnę, póki się nie dowiem gdzie to jest. Mniej więcej kojarzę, bo widać Willis’a (czyli Sears’a).

Skoro ja nie wiem, gdzie to jest, to kto ma wiedzieć – wiadomo – Daniel Pogorzelski! ;) Daniel podpowiada:

fb

No tak, ale gdzie…. muszę to znaleźć. Idę w google’a ;) Punkty orientacji – Sears i ten budynek z podświetlonym zegarem na dachu. Szukam… nie powiem – długo mi to nie zajęło. W Google Map można sobie swobodnie “biegać” ulicami.

Instalacja ze zdjęcia to skrzyżowanie ulic Monroe i Sangamon w West Loop. Tak wygląda na Google Map o godz. 9.21pm:

13662625_10209066762282170_2104460282_o

A tak wygląda w REAL’u o 10.11pm w Chicago:

Instalacja świetlna stoi w Parku Mary Bartelme i jak się okazuje – jest fontanną. Akurat nie działała w nocy, kiedy tam byłam, ale tak to WYGLĄDA (KLIK)

Pomysł, żeby pojechać tam od razu w nocy i to sfotografować, to była spontaniczna reakcja Mr. P.  TUTAJ można zobaczyć jak jemu to wyszło.

 

Zdjęcia/Photos: ©ewamalcher.com | All Rights Reserved